Dokładnie dzisiaj, 3 dni po 5. urodzinach Marcie wypadł ząb. Ale fajny z niej szczerbak. :D
skomentuj (5)
Jaki był? Zróżnicowany na pewno. Dla mnie w ogólnym rozrachunku na plus. Było dużo smutku i nerwów, ale również wiele radości, która spotkała mnie zupełnie nieoczekiwanie. Rozkwitliśmy.
Marta śpiewa piosenki, pomaga nawet nie proszona, gotuje, sprząta i taka jest mądra, dobrze wychowana i porządna (wyszło podczas Wigilii, ciekawe, gdzie ona się tego nauczyła? ;)).
Wojtek mówi całymi zdaniami, choć jeszcze po swojemu, ale już coraz częściej można go zrozumieć. Jest już bardzo posłuszny, choć rogatą duszę to on ma i tak. ;) No i ma irokeza (tatuś go tak ściął).
Jaki będzie rok 2009? Przeczuwam, że nie będzie łatwo, ale przetrwamy. Wszystko jest na dobrej drodze. Życzę sobie, żeby było tak, jak jest i nie gorzej. Najważniejsze, żeby dzieci były zdrowe i my, żebyśmy mieli do nich siłę - wtedy damy radę ze wszystkim.
Tego również Wam życzę - dużo, dużo zdrowia.
"Panu wpadła gałąź do oka?" takie pytanie zadał Przemkowi okulistka, po stwierdzeniu, że ma zdarte 1/4 gałki ocznej. 10 dni zwolnienia. Masakra. A przed nami w czwartek tańce, w niedzielę przyjęcie urodzinowe u koleżanki (co ja zrobię wtedy z Wojtkiem?), a potem od poniedziałku angielski i tańce z Martą. Poradzę sobie! Moja kumpela tak cały czas, bo mąż pracuje w systemie zmianowym, to ja też mogę.
skomentuj (6)
Zmęczyłam się tematem, ale przede mną nadal 3/4 tekstu. Ciągle tylko o Słowenii gadają, cytują jakieś cholerne sonety (od kiedy ja mam niby tłumaczyć poezję?!). Masakra. Zmęczenie materiału. Wolę umowy.
Na jogę nie poszłam, bo pracuję jak mała mróweczka.
Dzisiaj kolejny oglądacz przyjdzie o 16.30.
Poza tym, ścięliśmy Wojtowi loki. Teraz wygląda jak prawdziwy facet. :D I taką ma aksamitną główeczkę. :) To nadal mój Wojtuś, ale już taki dorosły. :)
Zgłosiłam się na mystery szopera. Ciekawe, co z tego wyniknie - jeśli w ogóle wezmą mnie pod uwagę. Parę groszy wpadnie, ale wydaje mi się, że to będzie fajna zabawo-praca. :D UWIELBIAM ZAKUPY, a poza tym jestem spostrzegawcza i wredna (raczej na piśmie niż w prawdziwym życiu), więc ... może trochę się nauczę asertywności. ;-)
Wczoraj był oglądacz nr 7 - chyba pierwszy konkretny. Dom mu się podobał, ale... czy się zdecyduje to dowiemy się, jeśli przyjdzie znowu. Jestem dobrej myśli.
Dzisiaj 1. zajęcia jogi. Ciekawe, czy przeżyję.
Nie wiem, czy to kwestia beznadziejnej kondycji, przesilenia, anemii czy nie wiem czego, ale od jakiegoś czasu koszmarnie mi się wstaje rano. O 6.00 jest za wcześnie, nie mogę się podnieść (kiedyś owszem, byłam śpiąca, ale mogłam wstać i byłam w miarę trzeźwa). O 7.00 to jakaś taka jestem niedorobiona - śpiąca, ale już nie chce mi się spać (bez sensu). O 8.00 to już czuję się koszmarnie - jestem z tych osób, które nie mogą za długo spać, bo wtedy czują się okropnie: ból głowy, wymioty. Nawet wyobraźcie sobie wczoraj kupiłam test ciążowy, bo już zdurniałam skąd te nudności. No ale nie, nie będzie 3 robaka.
Wracam do pracy, bo zaczynam mieć coraz mniej czasu, a na razie przetłumaczyłam tylko "President" na "Przewodniczący Komisji"... :( (a przede mną 120 tyś znaków...)
W środę przyszłam po Martę do przedszkola i co widzę w szafce? Obrazek z księdzem, siostrą i napis "Pokoloruj tę osobę, której mówimy 'Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus'". Zagaduję małą, pytam kto prowadzi te zajęcia, ksiądz, siostra czy pani katechetka? "Pan Jezus!" rezolutnie odpowiada moje dziecko.
Potem w domu, w ramach chwalenia się nowymi umiejętnościami przed tatusiem, proszę Martę o zademonstrowanie nowego powitania (no dobra, nie wiem po co chodzi na tę religię, ale trzeba dziecko chwalić), na co Marta:
"Niech Pan Jezus się pochwali." :D
Pierwsze zlecenie dla prestiżowej agencji (ale sobie nazwałam, to zwykłe biuro tłumaczeń, tyle że znane i duże) wykonane. Jak zawsze, z typowym dla wioskowego tłumacza podejściem, oczekiwałam gromów na niski poziom swojej pracy. Kobieta coś wspomniała o jakichś zmianach interpunkcyjnych, ale że reszta jest bardzo dobra, więc chcą zlecać dalej. Git. :)
W weekend może z nudów zrobię próbkę dla wydawnictwa. Nie wiem czy się nadaję - ale spróbować nie zaszkodzi. Szkoda tylko, że stawka prawie o połowę niższa niż za zwykłe tłumaczenia. Ale jednak przetłumaczenie książki (nawet jeśli to tylko poradnik, jak usuwać pryszcze) to prestiż. Z drugiej strony prestiżem dzieci nie nakarmię.
No, a jeśli mi coś zlecą, to co mam zrobić? ;)
Dzisiaj mam rodzicielskiego doła. Rano trafiłam na M jak miłość i na początku rozśmieszyło mnie parę sztywnych tekstów, ale potem zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ja tego nie oglądam. Dlaczego nie jestem jak moja kuzynka – ona ogląda. Jest taką tradycyjną mamą, żoną. No, nie zazdroszczę jej męża. Ani życia, które sobie przecież do pewnego stopnia sama układa. Nie to, że jej jest źle, bo pewnie nie, ale mnie by w tym było niewygodnie. Ja za to szczycę się tym, że jestem nienormalną (czytaj niestandardową) matką. U nas wszystko jest inaczej. Ale czy za 20 lat nie będę żałować, że moje dziecko nie powie „Taaak, u nas w domu to w sobotę zawsze było ciasto” albo jakiś inny tekst w tym żałosnym guście. Najdziwniejsze w tym wszystkim, że wcale nie ironizuję. Naprawdę czuję w środku taki dziwny ból. Może czas się zmienić?
skomentuj (3)3 dni i potem upragniony wrzesień. Bo urodziny Marty. Bo skończą się upały. Bo będzie więcej tłumaczeń = pieniędzy. Bo będzie miesiąc bliżej do wyprowadzki. W mojej głowie wirtualne nóżki wydeptały już dróżkę do nowego domu. Nie mogę się doczekać przeprowadzki. A to dopiero na początku marca. Sam proces nie zajmie długo, bo mamy chyba 4 meble, z których większość nadaje się na hasiok (śmietnik po śląsku). Jest więc łóżko małżeńskie, stare, bo zostawione przez poprzednich właścicieli naszego mieszkania w bloku (kto jeszcze pamięta, że mieszkałam kiedyś w bloku...), są 2 rozwalające się szafki, które mają jakieś 15 lat i wykonane są z beznadziejnej płyty BLC (by-le-co), jest wreszcie meblościanka, która w 90% stoi pusta, bo wszystkie szuflady i szafki są nisko, więc cokolwiek bym w niej nie schowała, Wojtek zaraz wyciągnie. Są jeszcze 2 biurka, z których chciałabym zabrać tylko jedno. No ale tam też będziemy musieli się w czymś pomieścić. Na nowym są 2 szafy w zabudowie, więc nasza szafa zostanie. Zostanie lodówka i pralka, obie w opłakanym stanie (pralka plami i dziurkuje ciuchy... no comments). Może spożytkujemy te zostawione sprzęty inaczej... na razie o tym sza. Byleby ten dom się sprzedał. Plan jest, że sprzeda się do końca grudnia. I tego się trzymam.
skomentuj (6)